Wyspa życia na oceanie śmierci
Porucznik Henryk Cybulski „Harry” (1910-1971) i obrona Przebraża
Przebraże przetrwało niezdobyte, ratując tysiące Polaków przed pewną śmiercią.
Obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej skłaniają do przypomnienia szerokiemu gronu Czytelników postaci Henryka Cybulskiego, komendanta wojskowego Przebraża – największego polskiego ośrodka samoobrony na Wołyniu.
W bieżącym roku przypada 50 rocznica śmierci porucznika „Harry’ego” (konspiracyjny pseudonim Cybulskiego). Jego wyjątkowa postawa, łącząca umiejętność oceny możliwości, jakie w ekstremalnie trudnej sytuacji pozostawały do wykorzystania, realizm w działaniu, nastawienie na współdziałanie dla dobra społeczności oraz zaangażowanie przyczyniły się do ocalenia z rzezi wołyńskiej wielu tysięcy Polaków.
Henryk Cybulski urodził się 1 października 1910 roku w Dermance nieopodal Przebraża na Wołyniu, w rodzinie, jak sam pisał „rolniczej”. Skądinąd wiadomo, że sołectwo przebraskie zamieszkiwali potomkowie polskiej drobnej szlachty, osiedli oni na tych terenach przed wiekami. Henryk miał dziewięcioro rodzeństwa i choć jego ojciec „gospodarował skrzętnie i zapobiegliwie”, to starał się szybko zyskać samodzielność, stawiając sobie ambitne cele. Już jako młody chłopiec trenował strzelectwo, biegi długodystansowe i przełajowe, stopniowo odnosząc znaczące sukcesy. Niewątpliwie pomogło mu to uzyskać w młodym wieku (27lat) posadę leśniczego w nadleśnictwie Kiwerce.
W lutym 1940 r., podczas tzw. pierwszej deportacji obywateli polskich z w głąb Związku Sowieckiego, został zesłany do pracy przy wyrębie tajgi w obwodzie archangielskim, skąd zbiegł w lipcu pokonując pieszo w ciągu dwóch miesięcy ok. 3 tys. km. Po powrocie ukrywał się, wstąpił do AK, otrzymując awans na stopień porucznika. Po zajęciu Wołynia przez wojska niemieckie w 1941 r. udało mu się wrócić do pracy w leśnictwie, choć dla bezpieczeństwa kilkanaście kilometrów od domu. W tym okresie na prośbę brata ukrywał Dwojrę Blak, Żydówkę zbiegłą z getta w Łucku.
Przebraski bastion
Komendantem wojskowym obrony Przebraża został w maju 1943 r., zastępując Zygmunta Nestorowicza, któremu wiek nie pozwalał na spraowanie tej funkcji. Trzeba tu zaznaczyć, że samoobrony polskie były inicjatywami oddolnymi, wynikłymi z nagłej potrzeby ratowania ludności przed rozlewającą się po Wołyniu banderowską rzezią. Rzadko przyjmowały złożone formy organizacyjne, cierpiąc z reguły na brak wykwalifikowanych dowódców, uzbrojenia i słabą koordynację działań wojskowych. Podejmowanie decyzji personalnych i strategicznych często miało charakter narady miejscowej „starszyzny”. Tak było i w przypadku powołania nowego komendanta w Przebrażu, choć tutaj większość osób decyzyjnych należała do AK. Henryk Cybulski był przedwojennym podoficerem rezerwy, oficerem AK, ale dla decydujących o obronie swojej miejscowości najpewniej największe znaczenie miały jego cechy charakteru.
Nietrudno wyobrazić sobie ogrom zadań, jaki stanął przed samoobroną i jej przywódcami (trzeba tu wspomnieć o Ludwiku Malinowskim „Lwie”, pierwotnie organizatorze, a potem cywilnym komendancie obrony, byłym legioniście i żołnierzu AK, który nie ustępował Cybulskiemu w aktywności i zaangażowaniu). Duży wezwaniem była już sama aprowizacja. W Przebrażu schroniło się, według różnych szacunków, od 10 do ponad 20 tysięcy Polaków. Do tej niewielkiej miejscowości (przed atakami UPA kilka okolicznych wsi zamieszkiwało łącznie ok. 2 tysiące osób) uciekły polskie rodziny z osad odległych o kilkadziesiąt kilometrów. Nieodzowne okazały się wyprawy po żywność, które odbywały się pod silną eskortą, odkąd jedna z pierwszych ekspedycji zakończyła się wymordowaniem przez UPA niemal wszystkich jej uczestników. Uzbrojeni wartownicy czuwali także nad przeprowadzonymi na okolicznych polach żniwami. Pomocy żywnościowej, medycznej i finansowej (zakup broni) udzielał Inspektorat AK w Łucku.
Imponujące wrażenie robi czynione w Przebrażu przygotowania, a zwłaszcza ilość stopniowo gromadzonej broni, zdobytej głównie dzięki determinacji Malinowskiego i Cybulskiego. Pod koniec sierpnia 1943 r. udało się uzbroić ok 1000 osób. Broń zdobywano na różne sposoby: m.in. kupowano – oczywiście nielegalnie – w niemieckich magazynach, wykopywano ukrytą we wrześniu 1939 r. w lasach, zdobywano na UPA. Zorganizowano także rusznikarnię. Ze względu na zagrożenie represjami za posiadanie broni ze strony okupanta niemieckiego podjęto udane starania o „zalegalizowanie” pewnej liczby karabinów.
Wyspa życia
Wieś umocniono okopami, drewniano-ziemnymi bunkrami i zasiekami – linia obrony liczyła ostatecznie ok. 20 km długości. Organizowano eskortę dla rodzin uciekających do Przebraża. W oddziałach samoobrony zaprowadzono dyscyplinę i karność, wyznaczono odcinki, za które była odpowiedzialna każda z czterech kompanii. Cybulski starał się utrzymywać łączność z innymi ośrodkami samoobrony, posiadł także własny wywiad i zwiad konny. Usiłował uprzedzać ataki UPA, podejmując akcje zaczepne i odnosząc kilkakrotnie spektakularne sukcesy.
Pod naporem rezunów otaczających polską wyspę przetrwania momentami słabło morale obrońców. Wielu rozważało zgłoszenie się do wywózki na roboty do Niemiec. Dowódcy Przebraża zdołali jednak kilkakrotnie zapobiec wybuchowi paniki. Polski ośrodek oporu przetrwał trzy duże ataki UPA: 5 lipca, 31 lipca (podczas akcji żniwnej) i 30 sierpnia 1943 r., kiedy bastion szturmowało około 12 tysięcy Ukraińców. Warunki panujące w twierdzy były oczywiście trudne, niemniej jednak starano się zapewnić nie tylko miejsce noclegu i wyżywienie (przy ogromnej ofiarności i solidarności mieszkańców wsi), ale także opiekę medyczną (m. in. stłumiono epidemię tyfusu).
W momencie koncentracji 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK obrońcy Przebraża nie zdecydowali się na ogołocenie zagrożonych szańców z żołnierzy. Decyzja taka była podyktowana troską o życie przebrażan, nadal zagrożonych przez banderowców. Ostatecznie po przejściu frontu, w styczniu 1944 r. samoobrona została rozwiązana, a duża część obrońców (kilkaset osób) znalazła się w szeregach Brygady Partyzanckiej „Grunwald”, przechodząc następnie szlak bojowy z armią Berlinga. Taka była cena przeżycia w nowej, kontrolowanej przez komunistów rzeczywistości.
Przebraże przetrwało niezdobyte, ratując tysiące Polaków przed pewną zagładą. W oceanie śmierci i porażki przebraski bastion spełnił swój cel. jakim było zapewnienie przetrwania upowskiej nawałnicy jak największej liczbie okolicznych mieszkańców. Był to sukces lokalnej wspólnoty Polaków i nagroda za poświęcenie życia wielu z obrońców, wytężoną, ukierunkowaną pracę i etos współdziałania całej społeczności.
„Nasypali piasku!”
Kreśląc dalsze losy komendanta, należy zaznaczyć, że był on kilkakrotnie aresztowany, skazany na więzienie i szykanowany przez komunistyczny aparat represji, zwłaszcza w pierwszych latach powojennych. W 1947 r. założył rodzinę, która pod koniec lat 50. osiadła w Lublinie, gdzie Henryk Cybulski utrzymywał się, prowadząc kwiaciarnię. Zmarł 12 marca 1971 r., został pochowany na cmentarzu wojskowo-komunalnym przy ulicy Białej w Lublinie. Warto zauważyć, że w 1966 r. udało się wydać wspomnienia dotyczące rzezi wołyńskiej („Czerwowne noce”, później wydane jako „Krwawy Wołyń 43”).
Do końca życia pozostał osobą pogodną i opanowaną, stawiającą na pierwszym miejscu prawdę. Według relacji krewnego, Marcina Cybulskiego, w chwilach krytyki używał mającego kresowy rodowód zwrotu: „nasypali piasku!”, który w kontekście życiorysu komendanta nabiera szczególnego wydźwięku.
Źródło tekstu i zdjęć: Nasz Dziennik środa 7 lipca 2021.
Krzyż rocznicowy w Przydrożu Wielkim, upamiętniający przybycie mieszkańców Przebraża na teren naszej Parafii.
|
Kwiecień - Październik 2025 r.: 27 kwietnia - 26 pażdziernika |
|
Sobota (V-VIII): w sezonie 2025 -16.oo Niedziela (IV-X): w sezonie 2025 -16.oo |
|
Nabożeństwo Fatimskie: 13 MAJA 2025 godz. 19.00. |
|
Adres: Rzymskokatolicka Parafia pw. Św. Floriana w Przydrożu Małym Przydroże Wielkie 5 |48-317| Korfantów |
|
Telefon: 77 / 431-90-57 |
|
E-mail: parafia@szwedzka-gorka.wiara.org.pl |